ROZMOWA Z SYLWIĄ, HYPNOBIRTHING INSTRUCTOR Z QUEBEC

Czy słyszeliście o hipnoporodzie? Jeśli nie, to między innymi poruszamy ten temat w rozmowie z Sylwią, ale nie tylko. Kiedy zadałam Sylwii pytanie: “Dlaczego Kanada?” dostałam odpowiedź “Dla przygody”, ale jak to tak naprawdę wszystko wygląda od środka to już dowiecie się z naszej rozmowy.

Zapraszamy!

 

 

 

Dlaczego Kanada?

SYLWIA: Dla przygody. Wcześniej mieszkaliśmy 5 lat w Anglii. Kiedy kończyła mi się umowa i szukałam pracy wysłałam 2 CV – jedno do Manchesteru, drugie do Montrealu. W Montrealu dostałam pracę.
Żeby rozjaśnić sytuację – to nie była taka decyzja z dnia na dzień. Mieliśmy już dwójkę dzieci, mąż miał pracę z której był zadowolony, mieliśmy dom, przyjaciół, wspólnotę (Domowy Kościół), fajnych sąsiadów, samochód, thermomix…  Ale od jakiegoś czasu myśleliśmy, że chyba jednak Anglia nie jest dla nas. Mój mąż jest meteopatą – sam tak o sobie mówi, a to znaczy że źle się czuje kiedy długo nie ma słońca, kiedy jest szaro i ponuro. Wiadomo, Anglia z tego słynie, a potoczna nazwa Manchesteru, gdzie mieszkaliśmy to Rainchester. Także trochę myśleliśmy o tym, żeby zmienić kraj. Zastanawialiśmy się nad Australią, ale z kolei tam już jest bardzo gorąco, no i te jadowite zwierzęta. Kanada jakby sama się „napatoczyła”, trafiła się okazja i poszliśmy za tym.
Dodam tutaj że jesteśmy katolikami i modliliśmy się o dobrą decyzję, więc mamy nadzieję, że ta Kanada to tak z Duchem Świętym. Interview miałam przez Skype w listopadzie 2018, przylecieliśmy w kwietniu 2019, więc trochę też było czasu na przemyślenie tego ruchu i uporządkowanie wszystkich spraw. I wszystko układało się ku wyjazdowi. Dom korzystnie sprzedaliśmy, skontaktowaliśmy się z Domowym Kościołem w Kanadzie (to jest katolicka wspólnota dla rodzin, wywodząca się z Ruchu Światło-Życie), rozmawialiśmy z ludźmi o życiu w Kanadzie. Dodam, że nigdy wcześniej nie byliśmy w Ameryce, poza jedną konferencją na Florydzie, na której byłam sama.

 

 Jak długo jesteś w Kanadzie?

S.: Niedługo. 2 lata będą w kwietniu tego roku. Przylecieliśmy 2-go kwietnia. Mogliśmy kupić bilety na 1-go, ale pamiętam jak się śmialiśmy z mężem że jak kupimy na 1go kwietnia, Primę-Aprilis, to nikt nam nie uwierzy że wyjeżdżamy.

No to faktycznie oryginalna data! Pewnie sama potraktowałabym to jako żart!

 

Czy do Kanady przyjechałaś sama czy z rodziną?

S.: Przylecieliśmy od razu wszysycy razem, w naszym przypadku nie byłoby sensu się rozdzielać. Spakowaliśmy całe życie w 4 duże walizki i 4 małe, i przylecieliśmy. Na naszej drodze spotkaliśmy wielu wspaniałych ludzi, którzy pomogli nam w trudnych początkach. Opowiem tu dwie historie. Kiedy lecieliśmy, mieliśmy przesiadkę w Toronto, do Montrealu. Ale cała ta celna przeprawa z dokumentami zajęła bardzo dużo czasu, poza tym nasz samolot z Anglii był opóźniony, i nie zdążyliśmy na przesiadkę. Następny samolot tej samej linii miał być kolejnego dnia, a loty innymi liniami były bardzo drogie. Najbardziej opłacało się wynająć samochód i pojechać z Toronto do Montrealu. No ale byliśmy po 8-godzinnym locie z opóźnieniem, jetlag, zmęczenie. Mój mąż doszedł do wniosku że gdybyśmy mogli się przespać gdzieś po drodze, to dalibyśmy radę. A mieliśmy kontakt do Domowego Kościoła w Ottawie. No i zapytaliśmy tam, czy znalazł by się ktoś, kto by nas przygarnął na jedną noc. I znalazł się! Ania z Krzyśkiem byli na to otwarci. I nie przeszkadzało im, że dotarlibyśmy do nich koło 3 w nocy! I tak było, pojechaliśmy do rodziny, która niewiele o nas wiedziała i nigdy nas nie widziała, przespaliśmy się, dostaliśmy śniadanie i najcenniejsze – przyjaźń, która trwa, co jakiś czas się widujemy. I druga historia. W Montrealu mieliśmy na tydzień wynajęte Airb&b, no i zlaeżało nam na tym, żeby jak najszybciej znaleźć mieszkanie. Pierwszej niedzieli po przylocie wybraliśmy się do polskiego kościoła na Lachine, po mszy ludzie zostawali tam w sali parafialnej na herbatę i pączki. Też zostaliśmy, poznaliśmy trochę ludzi, pytaliśmy o mieszkania. Ostatecznie wynajęliśmy mieszkanie przez agencję z ogłoszenia na kijiji, ale Teresa i Mariusz których poznaliśmy w kościele, bardzo się nami zaopiekowali. Pożyczyli nam trochę rzeczy, trochę podarowali (np. materace, śpiwory, czajnik), także po wejściu do pustego, nieumeblowanego mieszkania, dzięki ich pomocy, nie musieliśmy kupować wszystkiego.

 

 

Jak wyglądał Twój proces imigracyjny?

S.: Nasz proces imigracyjny jeszcze trwa. Jesteśmy w Quebec, tej francuskojęzycznej prowincji Kanady, która rządzi się swoimi prawami. Pierwszy work permit dostaliśmy na lotnisku na rok, został przedłużony o kolejne dwa, po przedłużeniu mojej umowy. Skończy się w lutym 2022. Teraz już tylko PR. No i w Quebec są dwie drogi – łatwiejsza i pewniejsza z francuskim, albo trudniejsza i niepewna tylko z angielskim. Staramy się o tą pierwszą. Mój mąż uczy się francuskiego teraz bardzo intensywnie (on będzie pierwszym aplikantem), ma lekcje przez internet i uczy się też sam i na prawdę jestem dumna z jego postępów. Jesteśmy w kontakcie z doradzcą imigracyjnym i mamy nadzieję, że wszystko potoczy się po naszej myśli.

Czyli jednym słowem, macie wysoko postawioną poprzeczkę, jeśli chodzi o język!

 

Jesteś hypnobirthing instructor. Pierwszy raz z tym się spotykam! Czy możesz coś więcej powiedzieć o Twoim zawodzie?

S.: Z zawodu to ja jestem naukowcem, z doktoratem z biologii molekularnej (PhD in biomolecular science). I w tym zawodzie dostałam pracę na uczelni w Montrealu. A kurs na instruktora hipnoporodu zrobiłam niedawno, w kwietniu 2020. Mimo to, w temacie porodowym jestem od dawna. Mój pierworodny urodził się w domu, w 2014. Trafiłam wtedy na świetne położne wspierające naturalne porody domowe, no i miałam doświadczenie wspaniałego, bardzo pozytywnego porodu, który dodał mi mocy, wiary w siebie. Trochę słyszłam wtedy o hipnoporodzie, czyli technikach relaksacji do porodu, próbowałam, może nie do końca wiedziałam wszystko, ale na pewno pomogło. Przed kolejnym porodem zrobiłam razem z mężem kurs z The Wise Hippo UK, i ten kurs wiele mi poukładał, dał odpowiedzi i zrozumienie. A w kolejnej ciąży, już w Kanadzie, zrobiłam kurs instruktorski. Od pierwszego porodu dzielę się z kobietami moimi historiami, doświadczeniem, a teraz mogę już oficjalnie uczyć jak doświadczyć dobrego, spokojnego porodu. Jak się przygotować, co ćwiczyć, żeby narodziny były pozytywnym doświadczeniem. Jakie są opcje, czego się spodziewać. Jestem też członkiem Free Birth Society, czerpię dużo mądrości od kobiet stamtąd, działam też w polskich grupach, w medich społecznościowych. To, co mam do zaoferowania, to kurs przygotowujący do porodu. Nie mogę w żaden sposób wziąć odpowiedzialności za poród, to co mogę dać, to narzędzia, techniki, z których kobieta może skorzystać, i które dla mnie okazały się pomocne trzy razy. Wszystkie moje trzy porody były naturalne, domowe, bez ingerencji medycznych, piękne, i pełne mocy i siły.

Mam wrażenie, że domowy poród jest tematem tabu i wzbudza kontrowersję, czy się mylę?

S.: Myślę, że zależy gdzie. Wśród ludzi których znam poród domowy i jeszcze bardziej kontrowersyjny poród bez asysty medycznej jest w normie. W Anglii, gdzie urodziłam dwóch synów, te położne na które trafiłam bardzo wspierały porody domowe. W Kanadzie też jest taka opcja, tylko np. w prowincji Quebec ciężko znaleźć położną, albo ciężko się do nich dostać, są listy rezerwowe, a prywatnych położnych oficjalnie nie ma. Są „underground” ale trzeba mieć znajomości żeby taką znaleźć. W Polsce z kolei sporo to kosztuje. Ale wracając do tabu i kontrowersji – coraz więcej badań naukowych pokazuje wprost, że medykalizacja zaburza poród i prowadzi do kaskady interwencji. Wreszcie głośno słychać o pozycjach wertykalnych, które wspierają proces, zamiast leżenia na plecach. Coraz więcej szpitali zgadza się z faktem, że opóźnione przecięcie pępowiny jest bardzo korzystne dla zdrowia dziecka. Mówiąc w skrócie – wracamy do korzeni. A o spokojny, naturalny poród łatwiej w domu. Statystyki porodów domowych mówią same za siebie, mniej interwencji i niebezpieczeństw niż w szpitalu. Z tym się wiąże nastawienie rodzącej, spokój i opanowanie otoczenia, zrozumienie fizjologii porodu, wiara w siebie, zaufanie do mądrości ciała i odczarowanie mitów i strachu. Mogłabym długo mówić, zainteresowanych zapraszam do mnie bezpośrednio.

 

 

Czy w Kanadzie Twój zawód jest popularny?

S.: Zależy który. Jeśli chodzi o pracę w nauce, to miałam parę rozczarowań po przyjeździe tu. W Anglii pracowałam w dobrze rozwiniętym i prosperującym laboratorium, gdzie był ład i porządek i dostępność wszystkiego. W Montrealu jakościowo laboratorium wygląda gorzej. Bycie naukowcem chyba jeszcze jest popularne, sporo ludzi wierzy w marzenia, że ta praca zmieni coś dla ludzkości itd. A właściwie często wykonuje się zlecenia od firm farmaceutycznych, Big Pharmy, gdzie z góry jest zadane jaki ma być wynik, albo za wszelką cenę udowadnia się tezę promotora i tak dopasowuje wyniki, żeby wszystko razem grało. Tego już nie chcę robić, to już dla mnie rozdział zamknięty. Teraz jestem na urlopie macierzyńskim z moją najmłodszą i w międzyczasie zaczęłam rozwijać się w mediach społecznościowych i zrobiłam stronę www.hippomama.org. Jako instruktor hipnoporodu działam od niedawna, więc na dzień dzisiejszy trudno mi powiedzieć czy to popularne czy nie. Ja się nie spieszę z reklamą, chcę to powoli budować, mam nadzieję że w przyszłym roku będę więcej kursów prowadzić i bardziej się rozreklamuję, teraz zajmuję się małymi dziećmi, domem, papierami do PR. Oczywiście uczę się też, czytam, rozmawiam, poszerzam wiedzę, no i mam nadzieję że się rozkręcam w pracy z kobietami i dla kobiet. Myślę też o byciu doulą połogową, może to będzie takie uzupełnienie dla mnie w przyszłości.

Życzę Tobie powodzenia!

 

 

Jesteś mamą trójki dzieci. Czy macie wsparcie ze strony rodziny czy jesteście skazani sami na siebie? Jak wygląda u was organizacja?

S.: No nie mamy rodziny tu na miejscu, z siostrą rozmawiam przez komunikatory prawie codziennie, kochana czasem wysyła paczki dla dzieci, czasem dostajemy też paczki od rodziny ze strony męża, no ale to tyle ze wsparcia na odległość, bo cóż można zrobić oprócz paczek i telefonów przez ocean? Sami wybraliśmy emigrację. I raczej jesteśmy sami, ale spotykamy się z ludźmi. Poznajemy ludzi. Myślę że oboje z mężem jesteśmy bardzo socjalni, lubimy ludzi. W czasie tej „pandemii” zawiązłam kilka bardzo ciekawych znajomości, bardzo cennych dla mnie, które mam nadzieję że będą trwać. My mamy też o tyle utrudnioną sytuację, że w lipcu tamtego roku wyprowadziliśmy się 75 km za Montreal. W Montrealu też nie byliśmy długo, ale mieliśmy już znajomych, z polskiego kościoła i nie tylko, z harcerstwa, znaliśmy się już z sąsiadami, mieliśmy kilka osób które od czasu do czasu mogły zostać z dziećmi. A przeprowadziliśmy się na wieś, gdzie wynajmujemy wspaniały dom, w naturze, przy lesie, mamy przestrzeń i piękną przyrodę, ale to już daleko od Montrealu. Więc pewne znajomości na miejscu tutaj już się zawiązały, ale to jeszcze sprawa otwarta, zapraszamy. Organizacja? Mój mąż pracuje z domu, co w ogóle umożliwiło nam tą przeprowadzkę i dużo ułatwia, najstarszy jest w zerówce, młodszy w przedszkolu Montessori cztery razy w tygodniu, a ja jestem z półroczną córeczką, ogarniam sprawy domowe i po trochu działam jako Hippo Mama. I mamy znowu thermomix, pomaga.

Uwielbiam swój thermomix i faktycznie ułatwia życie.

 

 

Lubicie podróżować. Czy planowanie podróży z dziećmi jest trudne?

S.: Kochamy podróżować i w ogóle dzieci nam tego nie utrudniają. Nosimy w chuście, wozimy w przyczepce rowerowej i raczej unikamy bardzo długich tras. Jest tyle pięknych miejsc w pobliżu, ciągle mamy coś do odkrycia. Wiele tras rowerowych zrobiliśmy z dziećmi. I kochamy naturę. Las, rzeka, jezioro, namiot, to jest to, gdzie czujemy się dobrze. Z dziećmi unikamy drogich i szykownych restauracji – bo ciężko żeby usiedziały w miejscu, zaraz coś się rozleje, przewróci, nie hipnotyzujemy też dzieci ekranem. Ale wspaniale się razem bawimy jedząc pizzę na stoliku w parku. Jedyne co planujemy, to właśnie wycieczki raczej z krótką trasą, tak do 3h samochodem i to nam całkowicie wystarcza.

 

Gdzie najlepiej udać się z dziećmi na wycieczkę?

S.: Dla nas to właśnie pod namiot, na camping, nad jezioro. W tamtym roku odwiedziliśmy 3 różne campingi w Quebec, rok wcześniej byliśmy na polskich Kaszubach w Ontario. To jest to, co nam pasuje. Przestrzeń, natura. Chłopaki uwielbiają pływać, nie narzekają też na długie spacery, myślę że przyzwyczailiśmy ich do tego. Oczywiście od czasu do czasu bawimy się też gdzieś w mieście, np. byliśmy kilka razy w Montreal Science Centre, raz zrobiliśmy sobie wycieczkę do USA, gdzie świetnie się bawiliśmy w Kids Station Children’s Museum, Plattsburgh (to niedaleko od Montrealu, to była taka jednodniowa wycieczka). Z dziećmi jeździmy w naturę, albo szukamy miejsc przyjaznych dzieciom, z jakąś bawialnią czy placem zabaw. Raz zwiedzaliśmy Quebec City, oczywiście place zabaw też zaliczyliśmy!

 

 

Twoje ulubione miejsce w Quebec?

S.: Uwielbiam Laurentides, gdzie teraz mieszkamy. Mieszkamy w regionie narciarskim, ze stokami, ścieżkami na biegówki i trasami na rakiety śnieżne. A jest tu też pełno jezior, lasów, rzek! Wszystko nam idealnie pasuje, odkąd się tu przenieśliśmy w lipcu, czuję jakbyśmy ciągle byli na wakacjach . Odwiedziliśmy mnóstwo pięknych miejsc latem, i to wszystko tak blisko. Czasem trzeba trochę poszukać, bo nie wszystkie plaże są publiczne, do niektórych jezior dostęp mają tylko rezydenci, ale z pomocą grup w internecie i aplikacji ze ścieżkami (np. All trails) znaleźliśmy fajne miejsca, i jeszcze odkrywamy. Jesień była prześliczna, kolorowa, a zima to głównie sporty zimowe. Nie musimy nigdzie daleko wyjeżdżać żeby znaleźć ciekawe miejsce. Czasami po prostu otwieraliśmy mapy i szukaliśmy zielonych terenów, albo jezior z dojazdem. Nie zawsze się udawało, czasem trafiliśmy w inne miejsce, bo coś innego nam się spodobało po drodze, ale cały region jest przepiękny. Polecam, i zapraszam do Morin-Heights.

 

Sylwia dziękuje za tę rozmowę. To była prawdziwa przyjemność dowiedzieć się czegoś nowego, zwłaszcza w zakresie hipnoporodu i mam nadzieję, że niedługo opowiesz nam coś więcej na ten temat!  Sylwię znajdziecie pod @czarnotafamily oraz @hippomamacanada

 

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *