ROZMOWA Z MONIKĄ z SASKATCHEWAN. BĘDZIE WEGETARIAŃSKO!

Saskatchewan, tutaj jeszcze nas nie było! W rozmowie z Moniką trochę odbiegłam od swojego schematu pytań, więc zabraknie informacji o tej prowincji, ale mam nadzieję, że uda się nam to nadrobić, może następnym razem? A dzisiaj dowiecie się jak Monika diametralnie zmieniła swoje życie pod kątem zawodym, ale nie tylko. Co ją skłoniło lub przekonało do tych zmian?

Zapraszamy do lektury!

No dobra, dam wam małą wskazówkę –  poruszymy temat wegetarianizmu i weganizmu, ale to już możecie wywnioskować z tytułu 🙂

 

 

Dlaczego Kanada?

M.: Ha! Odpowiedź na to pytanie to 3x”P”!

Przypadek, Przygoda, Przystanek!

Oryginalnie planowaliśmy z Łukaszem wyjazd do Norwegii. To on był zresztą inicjatorem wyjechania z Polski. A ja chętnie na to przystałam. Byłam już wypalona zawodowo (pracowałam jako pedagog resocjalizacji w szkołach i różnych placówkach dla tak zwanej trudnej młodzieży). Ale jak to w życiu bywa, plany planami, a los chciał, że trafiliśmy do Kanady. Na początku było to trochę przerażające, ale i intrygujące. A więc powiedzieliśmy sobie „Hej przygodo!” No i jesteśmy teraz w Saskatchewan, the land of living skies!

 

Czy do Kanady przyleciałaś sama?

M.: Najpierw do Kanady przyleciał na 2-letni kontrakt Łukasz. Ja przyleciałam po około 3 miesiącach na długie 5 miesięczne wakacje! Byłam zachwycona przestrzenią, przyrodą, niebem, ciszą. To był dla mnie prawdziwy reset, bo miałam dosyć huku dużego miasta. 6 lat mieszkałam i pracowałam w Warszawie, potem wróciłam do Wrocławia. Metro, autobusy, tramwaje… tutaj (Saskatoon) tego nie było. Preria mnie zauroczyła.

W międzyczasie dowiedzieliśmy się, że Łukasz będzie mógł aplikować o pobyt stały, ale nie wiedzieliśmy jak to będzie wyglądało, jeżeli chodzi o mnie.

 

Jak długo jesteś w Kanadzie?

M.: Po wakacjach wróciłam do Polski i byłam tam około pół roku. Do Kanady przyleciałam znowu na lato, w momencie, gdy proces przygotowywania do złożenia dokumentów na PR był już rozpoczęty. Obecnie mija 5,5 roku jak jestem w Kanadzie i 5 lat od uzyskania permanent resident.

 

 

Jak wyglądał Twój proces imigracyjny?

M.: Proces imigracyjny zaczął się jak jeszcze byłam w Polsce ( po uprzednich wakacjach w Kanadzie). Wtedy to wysyłałam wszystkie potrzebne dokumenty mailowo do biura IIBC. Oni zajmowali się naszą aplikacją, a poprzednio zwerbowali Łukasza na 2-letni kontrakt do pracy. Pamiętam, że kilka dni po przylocie poszliśmy na badania lekarskie, a po pół roku od złożenia aplikacji (weszło wtedy Express Entry) dostaliśmy info o przyznanym PR.

GRATULUJĘ! Ominęła Ciebie cała ta wycieczka imigracyjna, a to najważniejsze!

 

Czym się zajmujesz na co dzień?

M.: Pracuję w meksykańskiej restauracji. Tak się ułożyło, że jeszcze zanim myśleliśmy o jakiejkolwiek emigracji, dwa lata wcześniej zupełnie niespodziewanie miałam okazję spróbować swoich sił w gastronomii w moim rodzinnym Wrocławiu. Nie chciałam już dłużej pracować w zawodzie, a gotowanie jest moją pasją odkąd ukończyłam 20 lat. Miałam wtedy na Facebooku album „Moje gotowanie” i właśnie te zdjęcia, moja koleżanka, pokazała swojej byłej szefowej. Tak się złożyło, że akurat otworzyła ona kawiarnię ze śniadaniami, lunchami w stylu amerykańskim i wciąż była na etapie zbierania ekipy. No i po tej rozmowie zaczęłam tam swoją przygodę z gastronomią.

Pierwsza praca tutaj w restauracji, miała być tylko na chwilę, a tu za moment minie 5 lat!

Tak to się poukładało,że moja szefowa i jej siostra to teraz taka moja przybrana rodzina kanadyjska i razem tworzymy „Three old stubborn ladies team” 😉

 

Skąd pomysł na twoją grupę na Facebook VegeMonia?

M.: Jeszcze przed przylotem do Kanady, prowadziłam z kumpelą fanpage’a DeliCat Box. To były tylko zdjęcia jedzenia jako inspiracja, nie dawałam przepisów, interakcja była słaba i po prostu nie widziałam w tym sensu, więc stronę zarchiwizowałam. VegeMonia powstała z wielu względów. Brakowało mi grupy z przepisami vege i vegan i jednocześnie gluten free. Takiej, gdzie będzie miejsce też dla mięsożerców, którzy chcą wprowadzić do diety więcej warzyw i gdzie ludzie nie będą sobie wytykać wyborów żywieniowych. Warunkiem jest to, że stawiamy na jak najmniej przetworzone produkty, inspirujemy się, jesteśmy elastyczni, nie trzymamy się kurczowo przepisów, stosujemy zamienniki dostosowane do swoich potrzeb i tym samym czerpiemy radość z tworzenia w kuchni i z jedzenia. Bardzo ważne dla mnie, z przyczyn osobistych, jest, aby przepisy były przyjazne przy chorobach autoimmunologicznych, szczególnie tarczycy hashimoto. Łączy się to z wyeliminowaniem, w miarę możliwości, składników prozapalnych, a napakowaniem składnikami odżywczymi, antyzapalnymi, dodającymi energii i wzmacniającymi odporność. Osobiście nie używam żadnych zamienników mięsa typu beyond meat, żadnych kotletów czy granulatów sojowych, serów vegan też nie jem, bo niestety, dla mnie, ich skład pozostawia wiele do życzenia.

Chciałam też w jakiś sposób podzielić się zebraną wiedzą z tymi, którzy znaleźli się w podobnej sytuacji zdrowotnej jak ja, bo pamiętam jak sama błądziłam i jakie to było frustrujące.

Ostatnim chyba powodem założenia grupy jest fakt, że stanowi świetną książkę kucharską! Używając lupki w grupie, bardzo łatwo jest wracać do przepisów.

 

 

A co z tofu, co o tym myślisz? Ostatnio, pierwszy raz w życiu kupiłam tofu i upiekłam je, ale brakuje mi czasu aby poszukać innych altenatyw wykorzystania jego.

M.: Tofu używam od czasu do czasu, głównie ze skiełkowanej soi organicznej, taki w biało-zielonym opakowaniu. Czasem też wędzonego. Trzeba wiedzieć, że ten zwykły, zanim się go wykorzysta, należy porządnie odcisnąć z zalewy, wtedy świetnie chłonie smaki. Ja bardzo lubię tofu ze szpinakiem lub z grzybami shitake, do ryżu, kaszy. To są bardzo szybkie i proste dania. Kilka przepisów jest już w grupie!

Już  raz popełniłam błąd i napisałam, że jesteś weganką, a tak naprawdę wegetarianką, prawda? Co Ciebie skłoniło do przejścia na wegetarianizm?

M.: Wiesz, nietrudno popełnić taki błąd, ponieważ obecnie moja dieta jest w 99% wegan tak naprawdę. Z produktów odzwierzęcych używam jedynie miodu z lokalnej pasieki i serów kozich, więc niewiele, ale przez te dwa składniki jest to nadal dieta wegetariańska.

Droga do wegetarianizmu była długa, bez ciśnienia, po prostu w miarę upływu czasu rosła moja świadomość. Zawsze uważałam się za osobę kochającą zwierzęta, ale jak to pogodzić ze spożywaniem mięsa? Od wielu lat jadłam „jedynie” drób i ryby, jaja, nabiał. Jednak męczył mnie ten podział na zwierzaki „do kochania” i „do jedzenia”, więc kolejne kroki były kwestią czasu.

 

 

Czy łatwo jest dostarczyć wartości odżywcze nie jedząc mięsa?

M.: Dorastałam w przekonaniu, że zdrowa i zbilansowana dieta, to taka, która zawiera także mięso. Powtarzała to babcia, mama, lekarze, dietetycy i trenerzy i takie panuje ogólne przekonanie. No cóż, nic bardziej mylnego. Białko w diecie jest chyba najbardziej przereklamowanym jej składnikiem, ale też i bardzo dobrym biznesem. Witaminy i minerały z mięsa są w pewnym stopniu wartościowe tylko w przypadku krótkotrwałej obróbki i nie w taki sposób, w jaki ludzie lubią je najbardziej.

Wszystkiego, co najlepsze można sobie dostarczyć z dobrej jakości, najlepiej organicznego pożywienia roślinnego. A przekonanie, że należy w diecie wegetariańskiej czy wegańskiej brać garściami suplementy to kolejny mit. Jeśli ktoś ma niedobory, oznacza to tyle, że jego dieta jest pełna przetworzonych produktów, a także, że być może coś niedobrego dzieje się w organizmie i zaburzone jest wchłanianie składników odżywczych, spowodowane na przykład jakąś nietolerancją.

Ostatnio słuchałam rozmowy dietetyka, właśnie na temat suplementacji w diecie wegańskiej i wegetariańskiej. Była mowa, że jest potrzebna suplementacja zwłaszcza witaminą B12, ale nie tylko. Jednak sceptycznie podchodził do pomysłu aby rezygnować z mięsa…

 

Twoje przepisy są również bezglutenowe. Jest to świadomy wybór czy ze względu alergie pokarmowe?

M.: Dieta bezglutenowa jest chyba największym obiektem niewybrednych żartów. Ludzie uważają ją za hipsterską, a nawet “holyłódzką” modę, wymysł, bzdurę itp. A jednak, ma ona sens większy niż by się wydawało. Mnie zainteresowała wcześniej niż dowiedziałam się o nietolerancji, więc było mi trochę łatwiej wprowadzić ją w życie. Przy okazji, jest ona niezbędna, moim zdaniem, przy chorobach autoimmunologicznych, szczególnie tarczycy. Eliminacja glutenu pozwala poczuć się po prostu lepiej, lżej, zdrowiej. Łukasz też to zauważył u siebie, ale i tu jest haczyk. Bezglutenowe produkty: chleby, wypieki, ciasteczka, nawet gotowe mieszanki mąk, dostępne w sklepach, pozostawiają wiele do życzenia pod kątem jakości i wartości odżywczych. Dlatego nauczyłam się robić wszystko sama i tę wiedzę też staram się przekazywać innym.

Ja walczę z niedoczynnością tarczycy. Ja eksperymentuje z dietą bezglutenową od kilku lat. Było ciężko kiedy mój Łukasz podchodził do tego sceptycznie, ale trzymaj kciuki, bo od miesiąca jemy naprawdę zdrowo!

 

 

Mam mieszane uczucia co do dostępności zdrowych produktów w Kanadzie. Porównuję to do polskiego rynku. Co Ty o tym myślisz?

M.: Wręcz przeciwnie! Dostęp i wybór jest przeogromny. Trzeba tylko wiedzieć jak, gdzie i czego szukać. Najważniejsze to zdobyć wiedzę o wartościowych naturalnych produktach. Ważne są czyste składy, certyfikaty, czasem też kraj pochodzenia i, o czym już wspominałam, jak najmniejsze przetworzenie. Sam temat zdrowego odżywiania jest o tyle kontrowersyjny, że wciąż wiele jest mitów z nim związanych. Należy szukać, szperać, czytać, dokształcać się i obserwować siebie. Każdy z nas jest inny i indywidualnie reaguje na różne składniki diety, nawet te uznawane powszechnie za zdrowe. Do zdrowia należy podchodzić holistycznie, co znaczy, że prócz odżywiania, równie ważny jest styl życia, a przede wszystkim radzenie sobie ze stresem. A to pojęcie bardzo szerokie, bo czynnikiem stresogennym mogą być także chemikalia z kosmetyków czy środków czystości i wszystkiego, co nas otacza. Na szczęście i w tym wypadku jest bardzo duży wybór naturalnych, dobrych produktów.

No ja na przykład mam problem ze znalezieniem amarantusa ekspandowanego, ale poza tym mam wrażenie, że zdrowa żywność jest przyjaźniejsza dla naszego portfela w Kanadzie niż w Polsce, ale nasz kraj naprawdę ma bogaty wybór i tego mi tutaj brakuje.

 

 

Monika, dziękuje bardzo za rozmowę. Chciałabym bardziej Ciebie pociągnąć za język, ponieważ temat zdrowego i świadomego odżywiania jest zagadnieniem, o którym mogłabym rozmawiać i rozmawiać, tak samo jak o aktywności fizycznej. Zwłaszcza w czasach, w których aktualnie żyjemy, gdzie mamy ograniczone możliwości wiele z nas nie może sobie z tym poradzić.

Dajcie znać czy podobała się wam nasza rozmowa oraz napiszcie o czym chcielibyście żeby Monika napisała!

 

Monikę znajdziecie:

Facebook: VegeMonia

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *