ROZMOWA Z MARZENĄ, KTÓRA PO 27 LATACH WYJECHAŁA Z KANADY

Do tej pory rozmawiałam z osobami, które wciąż mieszkają w Kanadzie lub dopiero zaczynają swoją przygodę w tym kraju. Tym razem będzie inaczej. Marzena po 29 latach w Kanadzie, postanowiła spakować walizki i zacząć nowe życie w innym kraju. Gdzie Marzenę poniosło? Jak wyglądała emigracja 30 lat temu? Tego wszystkiego dowiecie się z naszej rozmowy!

Zapraszamy!

 

 

Dlaczego Kanada?

MARZENA: Całkowity przypadek. Wyjechałam z Polski w 1987 roku wraz z chłopakiem na trzytygodniową “wycieczkę” do Włoch; przypomnę tutaj, że Polska wtedy była krajem komunistycznym i wyjechać nie było łatwo. Prosto z lotniska, zamiast do domu wczasowego, gdzieś na północy Włoch, udaliśmy się na posterunek w Rzymie, by zgłosić status uchodźcy. Tak też zaczęła się moja droga emigracyjna. Na pierwszym spotkaniu zadeklarowaliśmy chęć wyjazdu do USA, ale po dwóch latach pobytu we Włoszech dowiedzieliśmy się, że Stany Zjednoczone przestały przyjmować uchodzźców z Europy Wschodniej, stąd też zdecydowaliśmy się na wylot do Kanady, opcją była też Australia i RPA. Naszym wyborem była Ottawa, ale rzucono nas do Toronto i po ponad trzech latach pobytu we Włoszech, 12 grudnia 1990 opuściliśmy piękną i słoneczną Italię.

Moje pierwsze wrażenia z pierwszych tygodni w Toronto? Niestety, nie były pozytywne. Pełnia zimy z temperaturami poniżej -10C, szaro, bariera językowa, brak włoskiej estetyki w sklepach, jak i na ulicach, okropne jedzenie. Wydawałoby się wtedy, że cofnęłam się w czasie o jakieś 20 lat.

U Ciebie to czysty przypadek, a ja znam opowieści, gdzie żeby emigrować do Kanady, najczęściej wyjeżdżało się do Niemiec, gdzie czekało się, aż wszystko ruszy. I domyślam się, że nie było łatwo zadomowić się z taką różnicą temperatur!

 

Jak długo tutaj mieszkałaś?

M.: Do Vancouver przenieśliśmy się w 1991, po 9-ciu miesiącach mieszkania w Toronto. Byłam wtedy w siódmym miesiącu ciąży, jednak postanowiłam, że wraz z mężem i trzyletnią córką przejedziemy całą Kanadę i pod koniec września, po niespełnym tygodniu dotarliśmy do Vancouver, gdzie mieszkałam do 2019.

 

 

Jak wyglądał Twój proces imigracyjny?

M.: Powiedziałabym, że wszystko poszło gładko. Byliśmy sponsorowani przez rząd kanadyjski i przez pierwszy rok sponsorstwa uczyliśmy się języka i powoli wdrażaliśmy się w kulturę Kanady. Potem były szkoły zawodowe i pierwsza praca. W 1993 dostaliśmy obywatelstwo kanadyjskie.

 

Co robisz na co dzień?

M.: Pracuję w służbie zdrowia, a dokładniej jestem z wykształcenia pielęgniarką. Pielęgniarstwo skończyłam na Uniwersytecie British Columbia w Vancouver i teraz po latach pracuję jako manager w szpitalu.

Poza pracą, oddaje sie swoim terapiom ;), a mianowicie lubię gotować, robić mydła, robię na drutach, czytam oraz ogólnie lubię robić zdjęcia, a szczególnie jak podróżuję. Lubię podróżować solo.

Zamiłowanie do podróży idzie zauważyć na Twoim koncie!

 

Dlaczego po tylu latach wyjechałaś z Kanady?

M.: Tutaj też zrządził przypadek. Syn i córka wyjechali do Wrocławia na studia medyczne i po ich skończeniu, zamiast wrócić do Vancouver, córka osiedliła się w NYC, a syn w Norwegii. Zostałam, więc w Vancouver bez rodziny i pewnego dnia postanowiłam, że muszę przenieść się bliżej jednego z dzieci. Padło na NYC ze względu na język i kulturę, ale plany trochę pokrzyżowały się, bo wypadł mi kontrakt w Rijadzie, stolicy Arabii Saudyjskiej.

Nie boisz się wyzwań!

 

 

Po 29 latach mieszkania w Vancouver, jak to miasto się zmieniło? Na plus czy minus?

M.: Definitywnie na plus. Całe centrum miasta i jego metropolia przeszły dużą metamorfozę w tych osatnich trzech dekadach, pobudowano masę nowych budynków w centrum Vancouver, doszły nowe odnogi Skytrain ułatwiające przemieszczanie się, doszedł nowy stadion Rogers Arena, powstało pełno nowych restauracji dla takich jak ja, którzy lubią próbować różnych kuchni i nie boją się eksperymentowania. Vancouver to przepięknie położone miasto, wciśnięte między Góry Skaliste, rzekę Fraser i zatokę Oceanu Spokojnego. Od kiedy pamiętam, Vancouver zawsze dbał o naturę, dążył do tego by być jej przyjaznym, zawsze ją chronił. W ostatnich latach powstało dużo dróg rowerowych, dla tych którzy wybierają rower zamiast samochód, jako środek lokomcji do pracy bądź rekreacyjny.

 

Mieszkając tyle lat w Kanadzie, czy miałaś okazję zwiedzić inne prowincje? Jeśli tak, która jest Twoją ulubioną?

M.: Mieszkając w Toronto, poznałam Ontario, a przeprowadzając się do Vancouver w 1991, przejechałam przez Manitobę, Saskatchwan i Albertę. Poza tym byłam w Albercie dwa razy około 2005.

Która prowincja jest moją ulubioną? Bez dwóch zdań jest nią British Columbia, której naturalne piękno i widoki gór strzelających w niebo z zatoki Oceanu Spokojnego zapierają dech w piersi.

 

Twoje ulubione miejsce w Vancouver?

M.: Trudno wymienić jedno, ale ogólnie jest to Spanish Banks Beach gdzie możesz siedzieć godzinami patrząc na zatokę, na Góry Skaliste i na centrum Vancouver; bądź siedząc gdzieś na jednej z okolicznej gór po przejściu jakiegoś szlaku, który bez względu na jego stopień łatwości zawsze doprowadza mnie do szewskiej pasji 😉 bo wspinaczki nie należą do moich ulubionych zajęć. Ja po prostu czasami katuję się, bo jest to warte tego widoku, jakie oferują okoliczne Grouse Mountain, Seymour Mountain albo Cypress Mountain. Nadmienię tu, że wszystkie góry mają stoki narciarskie, wszystkie trzy punkty oddalone są od centrum Vancouver jakieś 20-30 min. jazdy autem.

 

 

Aktualnie mieszkasz w Arabii Saudyjskiej i zakładam, że nie było mowy o powrocie do Polski? Czy to styl Twojej pracy na to nie pozwala?

M.: Przyznam, że nigdy nie zakładałam możliwości powrotu na stałe do Polski, z tego względu, że dość dobrze poszła asymilacja w Kanadzie, gdzie wychowałam dwójkę dzieci, gdzie spełniłam się zawodowo, gdzie zapusciłam dość mocno korzenie. Przypadek i chęć przygody, i ciekawość innej kultury rzucił mnie na Bliski Wschód. Obecnie skończyłam dwuletni kontrakt w szpitalu w Rijadzie i wkrótce zaczynam następny, ale tym razem w szpitalu w Medina, która jest drugim po Mekka, świętym miastem dla wyznawców Islamu w Arabii Saudyjskiej. Nadal czuję potrzebę rozwijania się i pracowania ,stąd też powrót do Polski nie ma tym bardziej sensu. A szczególnie teraz, kiedy w Polsce nie dzieje się dobrze i kraj przechodzi przez burzliwy, i czarny okres.

 

Kiedy pomyślisz, że wracasz do domu – to będzie Polska czy Kanada?

M.: Przez trzy lata mieszkania we Włoszech, domem była zawsze Polska, ale po latach mieszkania w Kanadzie domem została Kanada. A dziś? Naprawdę trudno mi powiedzieć, gdzie jest mój dom, bo tak naprawdę na dzień dzisiejszy go nie mam. Tak jak niegdyś opuściłam Polskę, tak i dwa lata temu opuściłam Kanadę, która jest już zamkniętym rozdziałem. Arabia Saudyjska jest moim domem tymczasowo, a gdzie bedzie mój dom w przyszłości? – prawdopodobnie będzie nim Stany Zjednoczone, ale to czas pokaże.

Podziwiam za odwagę! Nie boisz się zmian!

 

 

Czy po tylu latach na emigracji, wciąż można czuć się Polką? A może już bardziej Kanadyjką.

M.: Bez względu na ilość lat spędzonych na emigracji, zawsze powinno czuć się Polką/Polakiem. To jest tożsamość, której nie powinno się wypierać. Często, jak mnie pytano kim jestem, skąd jestem, zawsze odpowiadałam, że jestem Polish-Canadian, bo tak naprawdę się czuję. Oba kraje ukształtowały mnie i dzięki nim, dziś jestem kim jestem. Tak jak nie chcę wyrzeć się swojej polskości, również nie potrafię wyrzec się tego co dała mi Kanada i gdziekolwiek los mnie rzuci w przyszłości, zawsze będę Polish-Canadian, nie mniej, nie więcej.

W 100% z tym się zgadzam. Ja myślę, że nigdy nie poczuję się Polish-Canadian, bo póki co jestem w 100% Polish!

 

Marzena, dziękuje bardzo za rozmowę. Jesteś inspiracją i dowodem na to, że nigdy nie jest za późno na zmiany i nie ma takiego czegoś jak ograniczenie wieku, a wszystko zależy od nas!

 

Marzenę znajdziecie na instagramie: mirage.de.la.vie

 

 

 

Instagram:Kanada po polsku

Facebook: Kanada po polsku

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *