ROZMOWA Z KASIĄ, INŻYNIER LOTNICZY Z BURLINGTON

Przed wami rozmowa z Kasią, która opowie nam o swoim życiu w Kanadzie. Na początku poruszymy typowo przyziemne sprawy i zadam moje standardowe pytania. Po tym przejdziemy do temtu, który kojarzy mi się z podbijaniem niebos, więc bądźcie cierpliwi, bo naprawdę warto!

Jak tu trafiła? Czy łatwo było podjąć decyzję o wyjeździe?

Ale nie tylko o tym będziemy rozmawiać. Jak wyglądają święta w dwujęzycznej rodzinie? 

W tytule już wam zdradziłam kim z zawodu jest Kasia i oczywiście również o tym rozmawiamy.

ZAPRASZAMY!

 

 

Jak długo jesteś w Kanadzie?

KASIA: Pierwszy raz przyleciałam do Kanady w kwietniu 2017 roku. Przez kolejne 3 lata żyłam na walizkach i często odwiedzałam kraj klonowego liścia ze względów służbowych oraz… prywatnych. Na stałe osiedliłam się w Kanadzie w styczniu 2020 roku, mieszkam w Burlington w Ontario.

 

Skąd pomysł na Kanadę? Czy do Kanady przyjechałaś jako singielka czy już w związku?


K.: Do Kanady przyleciałam jako „singielka” otwarta na czekające przygody. Pracodawca wysłał mnie na 5-cio miesięczną delegację, podczas której miałam wspierać laboratorium testowe systemów podwozi samolotów, w roli Inżyniera Testów. Miałam trochę czasu, żeby bliżej poznać życie i kraj Kanadyjczyków. To właśnie w biurze poznałam Daryla – obecnie już mojego męża, który podobnie jak ja jest inżynierem lotniczym. Siedział dwa biurka dalej ode mnie i często jadaliśmy razem lunch. Stał się również moim prywatnym przewodnikiem po okolicy i dzięki niemu mogłam zobaczyć Kanadę oczami Kanadyjczyka. Oczywiście wtedy -ponad 3 lata temu – nie planowałam kontynuować związku na odległość. Poza tym bardzo ceniłam swoją niezależność i to nie był dobry moment na obiecywanie czegokolwiek – nadal szukałam swojego miejsca na ziemi. Ze względu na pracę sporo podróżowałam, latałam co kilka tygodni do Stanów Zjednoczonych, z krótkimi przerwami na wizyty w Ontario. Dzięki temu “podtrzymaliśmy” tą znajomość, która ostatecznie przerodziła się w związek, który potem okazał się powodem mojej decyzji o przeprowadzce do Kanady. Po drodze mieliśmy masę przygód i problemów, ale to już oddzielna historia…

 

Jeśli dobrze pamiętam to ślub był w Kanadzie? Chcesz nam o tym opowiedzieć w kilku zdaniach?

K.: Nasz ślub był bardzo skromny i odbył się w gronie najbliższej rodziny Daryla. Można powiedzieć, że cała moja polska rodzina również brała w nim udział – zorganizowaliśmy międzynarodową rozmowę video, dzięki której wszyscy mogli oglądać ceremonię „na żywo”. Jako, że nasz ślub był ślubem cywilnym, nadal planujemy zorganizowanie ślubu kościelnego z większą ilością gości. Niestety z powodu pandemii odłożyliśmy te plany na później, jednak wciąż zastanawiamy się czy powinien odbyć się w Polscy czy w Kanadzie. Myślę, że to już klasyk z takim ślubem na emigracji. U mnie było to samo. Z czasem przestaliśmy myśleć o ślubie w Polsce.

 

 

Jak wyglądał Twój proces imigracyjny?

K.: Sam proces nie był bardzo skomplikowany. Byliśmy pół roku po ślubie, Daryl jest obywatelem Kanady, więc najlepszą opcją było zawnioskować o mój pobyt stały na podstawie „Family Sponsorship”. Sporo czasu zabrało nam przygotowanie samej aplikacji, w której musieliśmy udowodnić, że nasz związek jest „wiarygodny”. Zdecydowaliśmy, że nie ma potrzeby wynajmować adwokata, więc cała „papierologia” spoczywała na naszych głowach. W trakcie kiedy ja zbierałam wszystkie „dowody” i dokumenty będąc w Polsce, Daryl w Kanadzie przygotowywał szkielet aplikacji i zagłębiał się w szczegóły prawne.
Gotową aplikację, składającą się z 219 stron, wysłaliśmy w grudniu 2019 roku. Miesiąc później przeszłam testy medyczne, potwierdziłam swoją niekaralność i złożyłam odciski palców. Myślę, że gdyby nie wybuch pandemii i zamknięcie ambasad, zarówno polskiej jak i kanadyjskiej, to otrzymałabym decyzję o pobycie stałym znacznie wcześniej. Niestety musieliśmy uzbroić się w cierpliwość. Zdarzały się również stresujące chwile. Ze względu na pracę musiałam wrócić do Polski w trakcie najgorszych restrykcji w podróżowaniu spowodowanych epidemią COVID-19. Do dnia wylotu nie byłam pewna kiedy i jak uda mi się wrócić do męża. Na szczęście jako najbliższy członek rodziny Kanadyjczyka mogłam bez problemów przekroczyć granicę Kanady. Czułam się znacznie spokojniejsza. Ostatecznie Permanent Residency zostało mi przyznane 12-go listopada 2020 roku, czyli całkiem niedawno!

 

GRATULUJĘ!

 

 

Twój mąż nie jest Polakiem, a Filipińczykiem. Pewnie te pytania, jak nie Ty to Twój mąż, słyszycie na co dzień. Wiadomo, że są różnice kulturowe między tymi krajami, więc tutaj pociągnę Ciebie za język. Jak u Was wyglądają Święta? Co koniecznie musi się znaleźć na Waszym stole?

K.: Daryl ma w zasadzie pochodzenie filipino-chińskie. Mimo tego, że jego dziadek był wyznawcą chińskiego buddyzmu, to po emigracji na Filipiny związał się z rodziną chrześcijańską. Jego dzieci (w tym ojciec Daryla) zostały ochrzczone i przyjęły wiarę chrześcijańską. Święta oczywiście wyglądają praktycznie tak samo jak w każdej innej katolickiej rodzinie. Chyba największą różnicą są dania na stole bożonarodzeniowym (Warto wspomnieć, że w Ameryce Północnej nie zasiada się do kolacji Wigilijnej. Celebruje się przede wszystkim Pierwszy Dzień Świąt Bożego Narodzenia). Jest bardzo kolorowo i egzotycznie! Wśród świątecznych potraw największą popularnością cieszą się: homar, krewetki, pieczone prosie, ogon wołowy w sosie orzechowym czy ciasto ryżowe. Ilości jedzenia są ogromne!

Nie jestem pewna czy skusiłabym się na ogon wołowy! Ale to chyba tak samo jak u nas z flakami! ha ha Mało kto to lubi.

K.: W drugi dzień świąt rodziny odwiedzają bliskich krewnych i znajomych. Osoby młodsze, tak jak ja i Daryl, pozdrawiają starszych członków rodziny przez przytknięcie ich ręki do własnego czoła. Gest ten to nie tylko kurtuazja, ale sposób na okazanie szacunku. Poza tym w okresie świątecznym Filipińczycy uwielbiają wszelką rozrywkę w gronie rodziny: karaoke, fajerwerki i gry towarzyskie. Ten sposób świętowania kojarzy mi się bardziej z Sylwestrem! Musi być naprawdę wesoło.

 

Domyślam się, że życie w Kanadzie jest bardzo dobrym kompromisem, ale czy rozmawialiście kiedyś o powrocie do ojczyzny? Jeśli tak to byłaby to Polska czy Filipiny?

K.: Oczywiście rozważaliśmy różne opcje. Jednak patrzymy w przyszłość również pod kątem naszej najbliższej rodziny. Obecnie większość z członków rodziny Daryla wyemigrowała z Filipin i przebywa głównie w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. W moim przypadku cała rodzina mieszka w Polsce. Przeprowadzka do Kanady nie była łatwą decyzją, ale cieszę się, że mam pełne wsparcie męża i wspólnie zdecydowaliśmy, że jeśli nie będę tutaj szczęśliwa, to rozważymy powrót do Polski. No i z Ontario nie jest tak daleko do Polski, a wsparcie w mężu jest podstawą na emigracji! Wtedy jest dużo łatwiej.

 

 

Czy jest coś w kulturze/kuchni/zasadach męża Filipińczyka, co różni się od naszych polskich?

K.: Na szczęście nie ma nic istotnego co by mi tak naprawdę przeszkadzało. Wiem, że może brzmi to „zbyt pięknie żeby było prawdziwe”, ale tak jest. Na pewno największą różnicą między nami jest sposób podejścia do różnych spraw. Daryl jest bardzo pozytywnie nastawiony do świata. Myślę, że to ogólnie domena Filipińczyków. Nigdy nie ma złego humoru czy gorszych dni. Zawsze szuka jasnych stron nawet tych najgorszych sytuacji. Zawsze podnosi mnie na duchu swoim optymizmem.
Nie sądzę również, żeby coś przeszkadzało mi w kuchni Filipińskiej. Jestem otwarta na poznawanie nowych smaków. Lubię próbować dania, które innym mogą wydać się kontrowersyjne (jak np. „stuletnie jajo”, świński żołądek czy wspomniany wcześniej „Balut”). Chyba moją największą bolączką są po prostu ilości jedzenia jakie spożywa się podczas filipińskich posiłków. Czasami nie jestem w stanie spróbować wszystkich potraw, bo jestem już porządnie najedzona!

Myślę, że to wielki plus męża, w którym masz tak ogromne wsparcie! A ja myślałam, że to my Polacy jemy ogromne ilości, zwłaszcza podczas świąt!

 

Dwie polskie potrawy, które lubi Daryl? A może nie przepada za naszą kuchnią?


K.: Daryl uwielbia polską kuchnię! Najbardziej przepada za żurkiem (najlepiej takim serwowanym w chlebie), kotletem schabowym w panierce, oczywiście pierogami i plackami ziemniaczanymi. Ma także swój ulubiony „polish street food” – zapiekankę!

No to możesz spać spokojnie i nie martwić się co jutro na obiad, bo zazwyczaj każdy z nas ma pierogi w zamrażalce!

 

 

Dwie potrawy z kraju Twojego męża, które polecasz?

K.: Niestety nie będą to potrawy wegetariańskie. Jedno z moich ulubionych dań to tak zwane „Kare-Kare” – ogon wołowy w sosie orzechowym podawany z chińską kapusta „bok choy”. Natomiast na drugim miejscu plasuje się „Pancit Palabok” – danie z makaronem ryżowym, polane bogatym pomarańczowym sosem z bulionu z krewetek, z dodatkiem wieprzowiny, jajek na twardo, krewetek, „chicharron’u” (skórki wieprzowej), a czasem ostryg i kalmarów.
Poza tym jeśli ktoś wybiera się na Filipiny to na pewno warto spróbować sławnego „Balut”.
Jest to ugotowane jajo – a w zasadzie zarodek kaczki, podawany z solą lub ostrym octem i jest często dodatkiem do piwa. Mój teść jest ogromnym fanem Balut! W Kanadzie można go kupić w filipińskich lub azjatyckich sklepach spożywczych.

WOW! Brzmi egzotycznie!

 

Wiem, że zadałam Tobie kilka pytań dotyczących naszej polskiej kultury, ale może Ty to widzisz inaczej i podchodzisz do tego z przymrużeniem oka?

K.: Kocham polska kulturę i tradycje. Myślę, że szczególnie ważne jest ich pielęgnowanie przebywając poza granicami Polski. Chciałabym, aby w przyszłości moje dzieci wiedziały tak samo dużo o Polsce jak i o Kanadzie czy Filipinach, włączając w to język jak i historię tych krajów.
Być może tylko ja tak myślę, oczywiście każdy może mieć odmienne zdanie.

Przed Wami ogromne wyzwanie! 3 kultury w jednym domu to naprawdę nie lada gratka.

 

 

Czy masz/ macie docelowe miejsce na tzw. emeryturę? Jeśli tak to podzielisz się z nami, który kraj to będzie ?

K.: Szczerze mówiąc jeszcze się nad tym nie zastanawialiśmy. Myślę, że fajnie byłoby przenieść się w jakieś cieplejsze miejsce na świecie. Popularną opcją wśród kanadyjskich emerytów jest opcja corocznej „migracji” w okresie zimowym głównie do krajów z bardziej przyjaznym klimatem. Takie osoby często nazywane są „Snow birds”, bo wraz z nastaniem wiosny wracają do kanadyjskich posiadłości. Być może kiedyś będzie to opcją także dla Nas? Chciałabym też mieć takie życie, ale może przed emeryturą ha ha.

 

Masz jakieś rady dla związków z mieszanych kultur? Jeśli tak to wymień dwie lub takie najważniejsze.

K.: Nie sadze, żeby rady te różniły się znacząco od rad dotyczących związków z tych samych kultur. Najważniejsza jest akceptacja i zrozumienie, nawet jeśli coś nie do końca nam odpowiada. Warto również pokazać kulturę i tradycje swojego kraju. Poza tym staram się zaznajamiać Daryla z naszą historią oraz językiem. Wbrew pozorom nawet podstawowe zwroty mogą okazać się bardzo przydatne i zawsze wywołują uśmiech na twarzach Polaków.

Tak! Zawsze jest miło usłyszeć pare słów w naszym języku. A czy Ty próbujesz się uczyć języka filipińskiego?

K.: Znam kilka podstawowych słów jak: dzień dobry, do widzenia, przepraszam dziękuję itd.. Najwięcej uczę się od rodziców Daryla, którzy cieszą się, że mam ochotę poznać ich język. Mają przy tym niezły ubaw!

 

 

Chyba Ty i Twój mąż tworzycie duet obywateli całego Świata. Jak Ty to widzisz?

K.: Jeśli przyjmiemy, że obywatel świata to osoba, która stara się być wolna od jakichkolwiek uprzedzeń związanych z kulturą czy religią, osoba która dzięki podróżowaniu poznaje zwyczaje innych krajów i w wielu z nich czuje się dobrze, to myślę, że faktycznie tworzymy taki duet. Otwartość na zmiany oraz akceptacja otaczającego świata jest tutaj kluczowa.

 

Wiem, że ćwiczysz jogę, w której jesteś zakochana! Czy są różnice w prowadzeniu lekcji jogi w Polsce, a w Kanadzie?

K.: Myślę, że na samym początku największym wyzwaniem było dla mnie przestawienie się na nazewnictwo angielskie. Nie byłam do końca pewna, o którą konkretną pozycję czy sekwencję chodzi. Na szczęście instruktorzy byli zawsze bardzo pomocni.
Mam również odczucie, że w Kanadzie osoby przychodzące na zajęcia jogi są bardziej otwarte i mają do siebie większy dystans. Po prostu się nie wstydzą! Spotykam osoby starsze, młodsze, osoby szczupłe i z nadwagą, doświadczone i początkujące, ale najważniejsze jest to, że każdy stara się dać z siebie wszystko! Jeszcze dodam, że każdych zajęciach pojawiają się mężczyźni – w Polsce było to rzadkością.

 

 

Hot joga. Osobiście namawiała mnie na nią koleżanka, ale ostatecznie nie zdecydowałam się. Wstydzę się mojej niezgrabności i totalnym brakiem gibkości, chociaż liznęłam trochę tej aktywności w swoich 4 ścianach. Oczywiście zwykłą jogę.
 Jak to jest z Tobą?

K.: W przeszłości próbowałam zajęć klasycznej jogi w Polsce, ale niestety nie było to zbyt regularne. Hot Joga to moje ostatnie odkrycie i bardzo się wkręciłam! Jest to energiczna forma jogi wykonywana w bardzo ciepłym i wilgotnym studio. Pomieszczenie jest ogrzewane do około 35- 40 C i ma wilgotność ok. 40 procent. Dzięki temu ciało staje się bardziej gibkie i podatne na rozciąganie. Trzeba jednak zaznaczyć, że mimo „wylewania siódmych potów”, nie spalamy ogromnej ilości kalorii, tracimy głównie wodę i elektrolity, dlatego ważne jest odpowiednie nawodnienie przed zajęciami.

Obecnie praktykuję Hot Jogę 3-4 razy w tygodniu w studiu w Burlington (Ontario). Po kilku tygodniach widzę super efekty nie tylko fizyczne, ale również mentalne objawiające się lepszym samopoczuciem i świadomością własnego ciała. Polecam rozpocząć przygodę z Jogą zaczynając od zajęć, które będą dostosowane do naszego poziomu zaawansowania. Joga czy ogólnie rozciąganie ciała wymaga od nas dużo cierpliwości i niestety efekty nie przychodzą szybko jak w przypadku innych aktywności, dlatego nie należy się zniechęcać i podejść do tego na luzie! Praktykowanie jogi powinno być dla nas również forma relaksu bez niepotrzebnych frustracji czy negatywnych emocji.

 

Które miejsce w Burlington polecasz na zajęcia jogi?

K.: Jako, że dość niedawno zaczęłam swoja przygodę z jogą, mogę polecić dwa studia w okolicach Toronto: „Be Yoga & Wellness” w Burlington oraz „iGita Hot Yoga Studio” w Oakville. Oba studia są pięknie urządzone, a zajęcia prowadzą certyfikowani instruktorzy jogi.

 

 

Co warto zwiedzić będąc w Toronto? Trzy najlepsze miejsca według Ciebie.

K.: Jedno z moich ulubionych miejsc to na pewno Toronto Islands. Z wyspy Centralnej rozpościera się najpiękniejsza panorama Toronto jaką do tej pory widziałam. Jest to wymarzone miejsce na piknik, spacer i odpoczynek.

Wyspy Toronto składają się z trzech głównych wysp połączonych ze sobą ścieżkami, mostami i promenadami. Możemy wypożyczyć rower, co uważam za najlepszą opcję, bo dzięki temu jesteśmy w stanie zwiedzić wszystkie zakątki wysp w ciągu jednego dnia. Opcja dla aktywnych: wypożyczenie kajaku!

Ciekawostka: na wyspie mieszka ok 650 mieszkańców i zostali oni uznani za największą społeczność miejską bez samochodów w Ameryce Północnej!

Na wyspy można się dostać promem lub … samolotem. Na jednej z wysp znajduję się regionalne lotnisko Billy Bishop, na którym miałam okazje lądować po powrocie z podróży służbowej z Chicago. Niestety nie wspominam tego zbyt dobrze, ponieważ warunki pogodowe były tragiczne -środek zimy, silny wiatr, widoczność pasa praktycznie zerowa! Pomijam fakt, że pas do lądowania na wyspie jest bardzo krótki i kończy się praktycznie w jeziorze Ontario… Moja wyobraźnia szalała mimo tego, że miałam za sobą wiele lotów w złych warunkach. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze. Jedynie samo przyziemienie nie należało do przyjemnych – samolot mocno uderzył o ziemie przy „spadku” z dość sporej wysokości podczas podchodzenia do lądowania. Podsumowując: polecam loty na wyspę w okresie letnim!

Kolejnym moim ulubionym miejscem w Toronto jest Distillery District, ponieważ przypomina mi trochę Europę. Znajdują się tu budynki z epoki wiktoriańskiej zbudowane z pięknej czerwonej cegły, w których dawniej funkcjonowała gorzelnia Gooderham i Worts. Obecnie mieszczą się w nich głównie restauracje, galerie artystyczne, malutkie sklepiki i klimatyczne kawiarnie. Polecam zajrzeć do Mill St. Brewery i zamówić kilka rodzajów kanadyjskiego piwka!
Poza tym zwykle w Distillery District odbywają się liczne imprezy i festiwale, a w okresie przedświątecznym możemy przyjść na największy w okolicy jarmark bożonarodzeniowy.
Stoiska ustawione są jak na „rynku europejskim”. Można kupić grzane wino (którego jestem ogromnym fanem!), gorącą czekoladę i ręcznie robione upominki. Odbywają się również przedstawienia dla dzieci, a na środku placu stoi ogromna choinka. Jarmark bożonarodzeniowy to idealne miejsce, aby poczuć świąteczny nastrój!

Trzecim miejscem, które moim zdaniem zasługuje na uwagę jest bardzo oryginalny Kensington Market nazywany „Hipsterską dzielnicą Toronto” czy „Sercem kanadyjskiej bohemy”. Jest to wyjątkowe miejsce pełne różnorodności, w którym możemy znaleźć dosłownie wszystko: jedzenie z różnych zakątków świata, sklepiki z unikalnymi gadżetami i prezentami, ubraniami vintage czy antykami. Dzielnica pełna jest ulicznych artystów i ekscentrycznych muzyków. Spotkamy tu ludzi dosłownie z całego świata!

 

 

Z wykształcenia jesteś Aerospace Engineer. Szczerze, nie mam pojęcia co to zawód. Wybacz moją ignorancję. Wiem, że mogłabym to sobie wygooglować, ale pomyślałam, że zdecydowanie będzie odkryć ten zawód Twoimi oczami. Nazwa brzmi bardzo męsko. Skąd pomysł na takie studia? Gdzie je kończyłaś?

K.: Od zawsze interesowałam się techniką i motoryzacją. W szkole bardziej ciągnęło mnie do przedmiotów ścisłych niż humanistycznych, chociaż nie ukrywam, że uwielbiam czytać książki!
Po maturze złożyłam „papiery” do kilku uczelni w Polsce. Kierunki lotnicze w tamtym czasie można było studiować jedynie na 2-3 uczelniach w kraju, więc generalnie nie miałam wielkich nadziei, że się dostanę. Ku mojemu zaskoczeniu jednak się udało!

Po pięciu latach skończyłam studia na Politechnice Rzeszowskiej na kierunku Lotnictwo i Kosmonautyka na specjalności Silniki Lotnicze. Zaraz po uzyskaniu dyplomu inżyniera zaczęłam szukać pracy w przemyśle lotniczym. Przez pierwsze cztery lata pracowałam jako Konstruktor, a przez następne dwa jako Inżynier Testów. Obecnie posiadam trzyletnie doświadczenie jako Projekt Manager.

Generalnie projekty, w które byłam zaangażowana, dotyczyły różnych podzespołów samolotu, w tym silnika, podwozia, systemów załadunkowych, układów hydraulicznych i klimatyzacyjnych czy systemu sterowania lotem (klapy, lotki, czujniki, siłowniki etc.). Zajmowałam się produktami cywilnymi oraz wojskowymi. Realizowałam projekty dla klientów takich jak Boeing, Airbus, Gulfstream czy Sikorsky. Dodam też, że nie tak dawno rozszerzyłam swoje zawodowe portfolio poprzez dołączenie do kanadyjskiego zespołu zajmującego się budową i systemami operacyjnymi dronów przeznaczonych np. do transportu specjalistycznego sprzętu medycznego, górniczego, transportu krwi czy do przeprowadzania różnorakich inspekcji w trudno dostępnych miejscach.

Praca dała mi niesamowitą możliwość współpracy z międzynarodowymi zespołami inżynierów.
Dzięki temu zdobywam bezcenne doświadczenie i dodatkowo mam okazję podróżować po całym świecie. Wspierałam zespoły w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Japonii i Wielkiej Brytanii. Również dzięki pracy na stałe związałam się z krajem klonowego liścia.

 

Czy według Ciebie kobietom jest ciężej w tym zawodzie?

K.: Kobiety w moim zawodzie dają sobie radę tak samo dobrze, jak mężczyźni. Być może niewiele kobiet wybiera studia lotnicze, jednak na pewno są w stanie sprostać stawianym wymaganiom. Oczywiście nie jest łatwo, a początki bywają frustrujące. W każdym razie na pewno warto się „przemęczyć”. Kobiety przede wszystkim są bardziej dokładne i wielozadaniowe. Są zwykle bardzo dobrymi Managerami.

Oczywiście zdarza się, że jesteśmy traktowane stereotypowo. Niestety mam wrażenie, że problem ten występuje w większym stopniu w Polsce niż w krajach Europy Zachodniej czy Ameryki Północnej. Sama słyszałam niemiłe komentarze ze strony osób starszych i oczywiście nie chcę tu nikogo obrażać, ale padało to z ust pracowników fizycznych czy mechaników. Jak widać nadal zdarzają się chwilę, w których musimy udowadniać swoją wartość jako kobieta-inżynier. Trzeba pamiętać, że najważniejsze jest doświadczenie i umiejętności, a nie płeć!

 

 

Powiem szczerze, że jestem zawstydzona. Twój zawód i Twoje życie przy moim  brzmi tak kolorowo i ekscytująco. Jak Ty to widzisz?

K.: Oczywiście zawsze łatwiej jest dzielić się sukcesami i osiągnięciami, niż porażkami. Praktycznie od początku studiów pracowałam na swoje utrzymanie, musiałam pogodzić naukę z pracą dorywczą i wierzyć, że kiedyś będzie lepiej, lżej. Zdarzały mi się problemy finansowe, zdrowotne czy problemy natury prywatnej. Dopiero po pewnym czasie wysiłek i dążenie do celu przyniosły oczekiwane rezultaty. Dostałam w końcu pracę w zawodzie, w której się spełniałam i mogłam się rozwijać. Kilka lat później, kiedy otworzyły się przede mną możliwości podróży, wszystko się zmieniło. Znalezienie się w nowej rzeczywistości pomaga zyskać zupełnie nową perspektywę. Poznawanie odmiennych kultur i ludzi pozwala zmienić nastawienie do siebie i do otaczającego nas świata. Nabieramy dystansu, jesteśmy bardziej elastyczni i nie boimy się zmian. Oczywiście moje życie nie kręci się tylko wokół pracy i podróży i tak naprawdę „ekscytująco i kolorowo” jest tylko od czasu do czasu. Jak każdy człowiek żyję w swojej normalnej, mało interesującej codzienności. Niestety obecnie media społecznościowe karmią nas jedynie wyobrażeniami idealnego życia. Piękne zdjęcia na Instagramie, które czasem nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Moja rada to znaleźć w swojej codzienności chwile dla siebie i zrobić coś co sprawia nam przyjemność – może to być joga, książka czy spacer. To wszystko może być ekscytujące i zależy tylko od nas!

 

Mam wrażenie, że Kanada nie będzie Twoim docelowym miejscem. Powiedz mi czy się mylę?

K.: Wyznaję zasadę „Nigdy nie mów nigdy”. Żyjemy w czasach kiedy Świat jest otwarty dla wszystkich i mamy przed sobą nieskończone możliwości.

 

 

Kasiu dziękuje za Twoją cierpliwość, bo rozmawiałyśmy już w grudniu i w końcu mogłam opublikować naszą rozmowę.  Jak widać ciężką pracą, marzeniami i wiarą w sukces można wiele osiągnąć. Jesteś wspaniałym przykładem aby dążyć do realizowania swoich celów mimo wielu przeszkód, które trafiały się po drodze. Życzę Tobie jeszcze więcej sukcesów!

I dziękuje za znalezienie czasu na wszelkie poprawki i dodatki!

Kasię znajdziecie TUTAJ

 

 

 

A nas znajdziecie na:

Instagramie TUTAJ

Facebook: TUTAJ

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *