KELOWNA I JEJ OBLICZA.

Przeprowadzka do Kelowny.

Okanagan Valley „chodziło nam po głowie” od momentu mojego przyjazdu do Kanady. Ja jako dziecko przyjeżdżałam do kraju liścia klonowego w odwiedziny do rodziny mojego taty, w okolice Vancouver. Tamte rejony bardzo dobrze znam i z tym mi się właśnie kojarzyła Kanada. Ale jest tam również tyle do zobaczenia, że nigdy nikomu nie przyszło do głowy wyjeżdżać poza „rogatki miasta”. Nazwa Kelowna obiła mi się o uszy kilka razy, ale też nigdy ze mną nie została na dłużej. Dopiero pomiędzy 2015 a 2018 rokiem zaczęłam przyjeżdżać tu z moim chłopakiem, a później mężem – tradycyjnie w każde wakacje w okolicach sierpnia. A od momentu jak zamieszkałam w Kanadzie staraliśmy się tu być nawet częściej niż tylko raz w roku.

 

Dlaczego Kelowna?

Bo nam się zwyczajnie podoba. Jest to przepiękny region, którego sercem jest ogromne jezioro otoczone pięknymi górami/wzgórzami. Jakby spojrzeć na mapę jest to północny koniuszek gigantycznej pustyni, która się ciągnie z samego południa, od stanów Kalifornia, Arizona, Utah, poprzez Nevadę, Oregon i Washington. Stopniowo zanika, ale wdziera się do Kanady ostatnim pasemkiem. To właśnie dolina Okanagan. Klimat jest tutaj zdecydowanie łagodniejszy niż w północnej Albercie. Latem jest upalnie, zimą temperatury oscylują w granicach zera stopni. Śnieg pada i utrzymuje się na szczytach okalających miasta, ale w miastach topnieje niemalże natychmiast. Muszę przyznać, że Boże Narodzenie w tym roku udało się pięknie. Śnieg utrzymał się przez 2 tygodnie ku uciesze dzieciaków i ich rodziców. Tutejsze tereny idealnie nadają się pod uprawę warzyw, owoców i ziół, dlatego region ten latem usiany jest straganami ze zdrową żywnością i wszelkiego rodzaju przetworami od lokalnych producentów. My jesteśmy ogromnymi zwolennikami sezonowego życia i wspierania lokalnych przedsiębiorców, dlatego uwielbiamy tu być. Oprócz pysznego, lokalnego jedzenia Okanagan Valley to królestwo kanadyjskiego wina, piwa i przepysznych cydrów. Niejednokrotnie usłyszycie, że dolina Okanagan to siostra Napa Valley w Kalifornii. My znowuż jesteśmy wielkimi miłośnikami dobrego jedzenia i dobrych trunków dlatego wracaliśmy tu rok po roku.
Kelowna to miasto w sercu doliny Okanagan, ale zdecydowanie nie jedyne miejsce do zobaczenia. Zarówno latem, jak i zimą jest mnóstwo miejsc do zobaczenia w okolicy, jak i rzeczy do robienia. My jesteśmy mocno zakręceni na punkcie pieszych wycieczek, ponieważ mamy psa, dlatego zwiedzamy wszystkie możliwe szlaki do wędrowania. Dodatkowo podróżowanie z psem zmusza do szukania miejsc przyjaznych zwierzętom, także znamy już praktycznie wszystkie plaże, parki, bary i restauracje ze specjalnie wyznaczonymi miejscami dla naszych pupili. Jak już wspomniałam, w liceum miałam marzenie, żeby stać się posiadaczką małej sportowej żaglówki i mam przeczucie, że właśnie tutaj to marzenie stanie się rzeczywistością. Powoli zaczynamy poszukiwania i być może latem przyszłego roku uda nam się kupić jakiś mały model do remontu. Do momentu zamieszkania w tym rejonie każde lato spędzaliśmy tu pod namiotem i też mamy swoje ulubione miejsce do biwakowania.
Przyjechać do Kelowna w ciemno było dla mnie, jak podjąć decyzję o przeprowadzeniu się do Kanady. Skoro zdecydowałam się raz to uznałam, że nic dużo trudniejszego, niż do tej pory, mnie tutaj nie spotka. Wręcz przeciwnie. Byłam przekonana, że spotka mnie tu wiele dobrych rzeczy. Znajomi nas przestrzegali, że w Kelowna będzie nam ciężko, bo tu nie ma pracy. Ale dla osób pracowitych pracy jest bardzo dużo. Tylko stawki są niższe. To ludzi odstrasza. Tutaj trzeba się trochę przeprogramować z zarabiania dobrych pieniędzy w prowincji Alberta, na średnie zarobki w British Columbia. To się nazywa okanagan life style. Czas płynie inaczej, inaczej się zarabia, ale też każdego dnia w drodze do pracy patrzysz na przepiękne widoki, po pracy idziesz na plażę i już nigdzie nie trzeba jechać, żeby się poczuć jak na wakacjach. Zarówno ja, jak i mój mąż jesteśmy podróżnikami i zwolennikami wielkiej przygody. Potrafimy się wyspać nawet w niewygodnym łóżku, dlatego decyzja o przeprowadzce zapadła w jeden dzień.

 

 

Praca w winnicy w sezonie zimowym, a w sezonie letnim.

Kelowna w dobie pandemii wygląda zupełnie inaczej niż w latach poprzedzających. Dla nas osobiście pandemia okazała się wielką szansą na zmiany, bo zarówno pomogła podjąć krok o przeprowadzce, jak również ułatwiła cały, swoją drogą bardzo kosztowny i stresujący, proces. Po otrzymaniu wiadomości, że dla mojego męża będzie coraz mniej pracy w prowincji Alberta zdecydowaliśmy o natychmiastowym odnowieniu domu w Grande Prairie i wystawieniu go na sprzedaż. W czerwcu 2020 roku podpisaliśmy umowę z agentem nieruchomości na reprezentowanie nas przed potencjalnym kupcem i wyjechaliśmy z domu do … Kelowna, pod namiot. W tym czasie agenci ciężko pracowali w efekcie czego w lipcu sprzedaliśmy dom i spakowani do drogi ruszyliśmy w kierunku nowego życia.

Praca w Kelowna.

Poszukiwanie pracy w przypadku nas obojga było stosunkowo nietrudne. Byliśmy zdeterminowani i odpowiadaliśmy na wszystkie możliwe ogłoszenia o pracę. Zarówno takie, które wydawały nam się spójne z naszym doświadczeniem zawodowym i wykształceniem, jak również takie, które nie miały z tym nic wspólnego. Chcieliśmy mieć pracę. I oboje zaczęliśmy pracować od razu. Faktem jest to, że pandemia zmieniła życie wielu ludzi. Nie tylko my podjęliśmy decyzję o przeprowadzce i zmianie dotychczasowego życia. Wielu ludzi podjęło podobne decyzje, co uwolniło miejsca pracy w dolinie Okanagan i dało szansę nam, otworzyło wiele drzwi. Ja miałam zatrudnienie piątego dnia od momentu przeprowadzki. Co ciekawe, w hotelu … na lotnisku. Bardzo mi się podobała perspektywa codziennego jeżdżenia na lotnisko. To był taki mały powrót do przeszłości. Ale jak to w życiu bywa, lepiej patrzeć w przód niż za siebie i praca ta szybko przestała mi odpowiadać, więc skorzystałam z innej oferty, która przyszła do mnie w odpowiednim czasie. I ta się okazała wyjątkowo udana. Praca w winnicy. Miejsce, które skupia wokół siebie ludzi z całego świata. Entuzjastów wina, podróżników, miłośników dobrego jedzenia. Czy ja nie powiedziałam, że my z mężem takie właśnie mamy pasje? Poczułam się tam trochę jak w domu. Pierwszy raz od dawna nie czułam się w Kanadzie inna, obca. Zostałam przyjęta do zespołu, jakby od dawna na mnie czekali. Tak czuję.
Zaczęłam pracę w środku lata, w czasie największego obłożenia i miałam okazję wielu rzeczy się nauczyć „na gorąco”. Ruch turystyczny nie zwolnił do końca października i dopiero w listopadzie pracy zrobiło się o połowę mniej, co daje mi możliwość poświęcenia czasu na projekt „Kanada po polsku”. Zawsze miałam duże chęci do pisania, ale mniej motywacji, a taki wspólny projekt bardzo zachęca do działania. Czytam kolejne wywiady, wpisy i czuję, że coś takiego było mi bardzo potrzebne. To pewnego rodzaju terapia, pomoc w przechodzeniu przez kolejne etapy przyzwyczajania się do bycia za granicą poprzez czytanie o doświadczeniach innych osób.

Człowiek ma tendencję do ustawiania siebie w centrum swojego wszechświata i uważa swoje doświadczenia za najważniejsze i dominujące. Ale otwarcie oczu i uszu na innych, na ich doświadczenia i emocje przesuwa środek ciężkości. Można wyjść ze swojej przestrzeni i zajrzeć do czyjeś. Zauważyć, że to, co przytrafia się mi przytrafia się też innym i nie są to doświadczenia, które mnie złamią. Tylko wzmocnią, bo innych wzmacniają. Do niedawna byłam przekonana, że tylko mi się przytrafiła operacja serca ratująca życie, prawdopodobnie spośród wszystkich ludzi na całym świecie. Bo przecież nikt, kogo znam nie ma takiego doświadczenia. Kilka dni po rozpoczęciu pracy w winnicy zaczęłam obserwować na Instagramie konto głównego managera i z ogromnym zaskoczeniem odkryłam, że w kwietniu tego roku przytrafiła mu się dokładnie taka sama przygoda „sercowa” jak mi. Środek ciężkości się przesunął i zobaczyłam, jak wiele w życiu przeplata się poprzez otwarcie na ludzi, poszukiwanie nowych miejsc, słuchanie i obserwowanie. Gdybym nie była uważna, nie znalazłabym się w gronie osób, które dostąpiły zaszczytu bycia częścią tego projektu. Także wielkie dzięki Magda!
Poza pracą w winnicy mam dużo prac domowych. Jestem ogromną fanką rękodzieła, robótek na drutach i na szydełku, kocham odnawiać meble, robić remonty i różnego rodzaju prace renowacyjne. Tutaj miejsc spójnych z moimi zainteresowaniami jest mnóstwo. Jestem pewna, że nudzić się nie będę. MoKeCrafts

 

Kelowna zimą czy latem? Co zobaczyć w Kelowna zimą?

Sezon zimowy czy sezon letni? Ja odpowiadam – oba! Kelowna oczywiście w sezonie zimowym zwalnia, a dodatkowo teraz wszyscy odczuwamy skutki drugiej fali epidemii koronawirusa, co nie zmienia faktu, że jesteśmy w regionie sezonowym, który w każdej fazie ma wiele do zaoferowania. Latem można robić wszystko, czego tylko dusza zapragnie. Plaże, wycieczki piesze, rowerowe, skałki wspinaczkowe, wypady nad jeziora, a jest ich więcej niż tylko Okanagan Lake, kawiarnie, restauracje, bary, winnice. Zimą kilka stoków narciarskich w odległości nie większej niż 70 km od centrum miasta oraz trasy do wypadów na biegówki. Dodatkowo Kelowna ma do zaoferowania festiwale filmowe i muzyczne, wydarzenia kulturalne, teatry, niezliczoną ilość knajpek i kawiarni, wszystko dostępne przez cały rok. Dla każdego znajdzie się tu coś dobrego, zarówno latem jak i zimą. Ja jestem ogromną fanką tego miejsca i każdemu bardzo polecam.

Główne atrakcje Kelowny i miejsca, które koniecznie trzeba odwiedzić.

OKANAGAN LATEM:
• Jeziora: Okanagan, Kalamalka, Skaha, Wood, Oyama, Osoyoos;
• Wycieczki piesze: Pincushion Mountain Hiking Trail (Peachland), Knox Mountain Park (Kelowna)
• Szlaki rowerowe: Fintry Provincial Park (West Kelowna), Myra-Bellevue Provincial Park (South Kelowna), Big White Ski Resort (75km na wschód od Kelowna)
• Szlaki specjalnie przeznaczone do wyczynowej górskiej jazdy na rowerze lub off road motocross/quad – jest ich w regionie bardzo dużo.
• Moje ulubione plaże: Gellatly Beach oraz plaża dla piesków (West Kelowna), Peach Orchard Water Park oraz plaża dla piesków (Summerland), Cedar Creek Boat Launch (Mission)
• Sporty wodne: żaglówki, motorówki, narty wodne, tubes, paddle boards, spływ kanałem pomiędzy jeziorem Okanagan i Skaha (Coyote Cruises).
• Pole namiotowe Peach Orchard Campsite (Summerland)
• Oyama Lake Eco Lodge (Lake Country)
• Ulubione winnice: Cedar Creek Estate Winery i Home Block restaurants (moje obecne miejsce pracy w Mission, Kelowna), Mission Hill Family Estate Winery (West Kelowna), Quail’s Gate (West Kelowna), Volcanic Hills Estate Winery (West Kelowna), Sumac Ridge Estate Winery (Summerland), Play (Penticton), Poplar Grove (Penticton), Gray Monk (Lake Country), See ya later ranch (Okanagan Falls), Burrowing Owl Estate Winery (Osoyoos), Hester Creek Estate Winery (Oliver).

 

 

 

OKANAGAN ZIMĄ:

• Big White Ski Resort (East Kelowna)

• Silver Star Mountain Resort (Vernon)

• Crystal Mountain Ski Resort (West Kelowna)

• Apex Mountain Resort (Penticton)

• Wszystkie wymienione wyżej jeziora, plaże, szlaki do wycieczek pieszych i rowerowych można odwiedzać zarówno latem, jak i zimą. I myślę, że mają w sobie równie dużo uroku.

 

 

 

 

 

Czy Kelowna to Twoje docelowe miejsce?

Jeśli chodzi o moją przygodę z Kanadą myślę, że w Kelowna zbudujemy swój dom i to będzie nasze docelowe miejsce w Kanadzie. My podróżujemy tam, gdzie lubimy być i sprawiamy, że wszystko inne też się układa. Jedyne inne miejsce na mapie Kanady, do którego rozważałabym przeprowadzkę to maleńka wysepka w Nowej Szkocji – Isle Madame – z której pochodzi mój mąż i w której mieszka mój teść. Gdyby życie napisało taki scenariusz, że chcemy być bliżej taty, to bez wahania spakowałabym walizkę i ruszyła na wschodnie wybrzeże. Uwielbiam Halifax i północno atlantycki klimat tego regionu. I stamtąd jest już tylko rzut kamieniem do Europy. A ja jeśli się kiedyś znów będę przeprowadzała, to tylko w kierunku Polski. George Moore powiedział, że „Człowiek podróżuje po całym świecie w poszukiwaniu tego, czego w życiu najbardziej potrzebuje. A potem wraca do domu, żeby odnaleźć to, czego całe życie szukał.” I ja myślę, że my podświadomie właśnie robimy wszystko, żeby się w Kanadzie poczuć jak w domu. Szukamy ludzi mówiących w tym samym języku, wychowanych w tej samej kulturze. Szukamy smaków z rodzinnego domu, pielęgnujemy rodzinne tradycje. Kucharze z restauracji przy winnicy, dla której pracuję, mają warzywno – owocowo – ziołowy ogródek, z którego czerpią produkty podawane gościom. Moja babcia miała taki ogródek. Dlatego ja myślę, że moje serce mnie może zaprowadzić na powrót do Polski.

Autorka: Monika Rudnicka

Instagram: Moniarudnicka

Rozmowę z Moniką znajedziecie tutaj: Rozmowa z Moniką

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *